wtorek, 29 listopada 2016


Jerzy odpowiada:

Jak pisać by to miało sens i po co w ogóle pisać? A czytać po co? Dla mnie pisanie jest samooczyszczeniem. Przekazaniem przez bohatera literackiego moich przemyśleń, analizy zachowań, poprawienie tego, czego nie udało mi się dokonać tak jak zamierzałem. Bohater nie jest jednak moim alter ego. Jego zachowanie przypomina momentami moje potyczki z losem, ale najczęściej naśladuję zachowania innych najczęściej tych którzy mi w realiach życia imponowali. Rozmawiamy o powieści... Znasz jedną z moich książek „Polowa mężczyzny”, dyskutowaliśmy na jej temat. Miałem kilka spotkań autorskich. W Wiedniu, bo tam umiejscowiłem m. in. akcje powieści, w bibliotekach w rejonie Radomia, w areszcie, gdzie osadzeni zadawali najwięcej pytań, prostych – co bohater książki ma z pana? I bardziej złożonych – dlaczego Wiedeń i jego środowisko, także powtarzające się – jak pisać  ?
- Nie ma na to reguły. Ale jest pytanie dla kogo i o czym? Przestrzegam zasady wyboru -  nie można pisać wszystkiego o wszystkim. Im więcej się wie tym trzeba pisać mniej, co nie znaczy by unikać szczegółów, wydobywać te szczegóły z zakamarków pamięci, a zapamiętane treści analizować. Z tej analizy wyciągać wnioski i podawać je czytelnikowi „na talerzu”. Dla kogo pisać?  Jedni w książkach szukają prawdy o życiu, także takiej prawdy, jakiej wydaje im się ze życie nie dostarcza. Każdy „oswojony” z książką powinien wiedzieć po jaką literaturę sięga. Ja do nieznanych mi autorów zaglądam „przez dziurkę od klucza”. Czytam pierwsze zdanie. Rzadko sięgam do recenzji. Dużo w nich zabiegów marketingowych, żeby książkę sprzedać. Ale tego nie da się uniknąć. Ja też wrzuciłem jeden ze swoich tytułów, niby mimochodem, ale tak by został zapamiętany. Sam tytuł może zachęcić, albo zniechęcić. A są tytuły przekorne. Np. „Mężczyźni których poznałam w łóżku” okazały się wspomnieniami pielęgniarki. Książki które mnie zaciekawia, czytam do końca. Jeśli nie sięgam po następne. W ten sposób mam wiele „napoczętych”. Często jednak wracam do nich...
        Moje fascynacje muzyczne zaowocowały zbiorem płyt. Gdy jednak szczyciłem się kupioną „Israel in Egypt” Georga Friedricha Haendla  znajoma pianistka zapytała w czyim jest wykonaniu. Sprawdziłem po powrocie do domu – soliści, chór i orkiestra Monteverdiego, pod batutą Johna Eliota Gardinera. Podobnie jest z tłumaczeniem książek, rzadko pamiętamy nazwisko tłumacza. Rozsmakowałem się w znanych mi przecież tragediach Williama Shakespeara  tłumaczonych wcześniej przez Leona Urlicha, Romana Brandstaettera, zanim nie przeczytałem tragedii i kronik przełożonych przez Stanisława Barańczaka. Nie można nie wiedzieć, że najlepiej przekazywał treści książek Ernesta Hemingway`a  Bronisław Zieliński, a Aniela Zgórska wybornie tłumaczyła  Josepha Conrada. Dobrze przetłumaczona powieść, czy dramat to jak napisana na nowo literatura dla polskiego czytelnika.

   „Aby napisać dobra powieść trzeba niektóre receptury zachować w tajemnicy”. To cytat z Umberto Eco „Wyznania młodego pisarza, tłumacz Jerzy Korpanty. Tam także „Punktem wyjścia powieści jest inspirujący pomysł lub obraz, oraz fakt że struktura świata narracji determinuje styl powieści. Kiedy zapytano Umberto Eco – jak pisze pan swoje powieści uciął dalszą dyskusje na ten temat, odpowiadając „Od lewej do prawej” . A na serio wyjaśnia wybitny filozof, mediewista, autor „Imienia Róży”, „Baudolina”, „Wyspy dnia poprzedniego” „W trakcie pisania pierwszej powieści nauczyłem się kilku rzeczy. Po pierwsze „natchnienie” jest niewłaściwym słowem, którym posługują się sprytni autorzy, by przydać sobie artystycznego blasku i splendoru. Przede wszystkim potrzebny jest komputer – inteligentne urządzenie myślące za ciebie. Wystarczy program ułożony z kilku linijek. Następnie wprowadza się do komputera treść kilku powieści, prac naukowych, Biblię, Koran i pokaźną liczbę książek telefonicznych. Później za pomocą innego programu randomizuje się je to znaczy miesza...”. Wystarczy to był żart autora, który kończąc te dywagację stwierdza – „po podkreśleniu znaczących fragmentów ładuje się to wszystko na tir i wywozi do spalarni śmieci (...) a my siadamy pod drzewem i pozwalamy myślom błądzić swobodnie i piszemy dwie linijki na przykład księżyc jest wysoko na niebie/ las szumi. Może nie powstanie z tego od razu powieść, lecz japońskie haiku, ważne jest jednak żeby zacząć".  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.