Jerzy odpowiada:
Jak
pisać by to miało sens i po co w ogóle pisać? A czytać po co? Dla mnie pisanie
jest samooczyszczeniem. Przekazaniem przez bohatera literackiego moich
przemyśleń, analizy zachowań, poprawienie tego, czego nie udało mi się dokonać
tak jak zamierzałem. Bohater nie jest jednak moim alter ego. Jego zachowanie
przypomina momentami moje potyczki z losem, ale najczęściej naśladuję
zachowania innych najczęściej tych którzy mi w realiach życia imponowali.
Rozmawiamy o powieści... Znasz jedną z moich książek „Polowa mężczyzny”,
dyskutowaliśmy na jej temat. Miałem kilka spotkań autorskich. W Wiedniu, bo tam
umiejscowiłem m. in. akcje powieści, w bibliotekach w rejonie Radomia, w
areszcie, gdzie osadzeni zadawali najwięcej pytań, prostych – co bohater
książki ma z pana? I bardziej złożonych – dlaczego Wiedeń i jego środowisko,
także powtarzające się – jak pisać ?
-
Nie ma na to reguły. Ale jest pytanie dla kogo i o czym? Przestrzegam zasady
wyboru - nie można pisać wszystkiego o wszystkim. Im więcej się wie tym
trzeba pisać mniej, co nie znaczy by unikać szczegółów, wydobywać te szczegóły
z zakamarków pamięci, a zapamiętane treści analizować. Z tej analizy wyciągać
wnioski i podawać je czytelnikowi „na talerzu”. Dla kogo pisać? Jedni w
książkach szukają prawdy o życiu, także takiej prawdy, jakiej wydaje im się ze
życie nie dostarcza. Każdy „oswojony” z książką powinien wiedzieć po jaką
literaturę sięga. Ja do nieznanych mi autorów zaglądam „przez dziurkę od
klucza”. Czytam pierwsze zdanie. Rzadko sięgam do recenzji. Dużo w nich
zabiegów marketingowych, żeby książkę sprzedać. Ale tego nie da się uniknąć. Ja
też wrzuciłem jeden ze swoich tytułów, niby mimochodem, ale tak by został
zapamiętany. Sam tytuł może zachęcić, albo zniechęcić. A są tytuły przekorne.
Np. „Mężczyźni których poznałam w łóżku” okazały się wspomnieniami
pielęgniarki. Książki które mnie zaciekawia, czytam do końca. Jeśli nie sięgam
po następne. W ten sposób mam wiele „napoczętych”. Często jednak wracam do
nich...
Moje fascynacje muzyczne zaowocowały zbiorem płyt. Gdy jednak szczyciłem się
kupioną „Israel in Egypt” Georga Friedricha Haendla znajoma pianistka
zapytała w czyim jest wykonaniu. Sprawdziłem po powrocie do domu – soliści,
chór i orkiestra Monteverdiego, pod batutą Johna Eliota Gardinera. Podobnie
jest z tłumaczeniem książek, rzadko pamiętamy nazwisko tłumacza. Rozsmakowałem
się w znanych mi przecież tragediach Williama Shakespeara tłumaczonych
wcześniej przez Leona Urlicha, Romana Brandstaettera, zanim nie przeczytałem
tragedii i kronik przełożonych przez
Stanisława Barańczaka. Nie można nie wiedzieć, że najlepiej przekazywał treści
książek Ernesta Hemingway`a Bronisław Zieliński, a Aniela Zgórska
wybornie tłumaczyła Josepha Conrada. Dobrze przetłumaczona powieść, czy
dramat to jak napisana na nowo literatura dla polskiego czytelnika.
„Aby napisać dobra powieść trzeba niektóre receptury zachować w tajemnicy”. To
cytat z Umberto Eco „Wyznania młodego pisarza, tłumacz Jerzy Korpanty. Tam
także „Punktem wyjścia powieści jest inspirujący pomysł lub obraz, oraz fakt że
struktura świata narracji determinuje styl powieści. Kiedy zapytano Umberto Eco
– jak pisze pan swoje powieści uciął dalszą dyskusje na ten temat, odpowiadając
„Od lewej do prawej” . A na serio wyjaśnia wybitny filozof, mediewista, autor
„Imienia Róży”, „Baudolina”, „Wyspy dnia poprzedniego” „W trakcie pisania
pierwszej powieści nauczyłem się kilku rzeczy. Po pierwsze „natchnienie” jest
niewłaściwym słowem, którym posługują się sprytni autorzy, by przydać sobie
artystycznego blasku i splendoru. Przede wszystkim potrzebny jest komputer –
inteligentne urządzenie myślące za ciebie. Wystarczy program ułożony z kilku
linijek. Następnie wprowadza się do
komputera treść kilku powieści, prac naukowych, Biblię, Koran i pokaźną liczbę
książek telefonicznych. Później za pomocą innego programu randomizuje się je to
znaczy miesza...”. Wystarczy to był żart autora, który kończąc te dywagację
stwierdza – „po podkreśleniu znaczących fragmentów ładuje się to wszystko na
tir i wywozi do spalarni śmieci (...) a my siadamy pod drzewem i pozwalamy
myślom błądzić swobodnie i piszemy dwie linijki na przykład księżyc jest wysoko
na niebie/ las szumi. Może nie powstanie z tego od razu powieść, lecz japońskie
haiku, ważne jest jednak żeby zacząć".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.