Gdy zabierałem się do pisania powieści...
...Miałem już poza sobą kilka wydanych książek. Z tego co wiem, a
właściwie, wiedziałem wtedy, trafiły w czytelnicze gusta „Powroty do Leśmiana”,
to zbiór esejów nagradzanych corocznie podczas Dni Leśmianowskich w Iłży.
Publikowałem też wiersze. Docenione. Główna nagroda w konkursie poetyckim „O
dzban czarnoleskiego miodu” i statuetka Jana Kochanowskiego w 2002 roku w
Czarnolasie....”Iłża zapamiętana” była
monografią miasta
z ciekawym historycznie rodowodem. Wydałem książkę o młodzieńczych latach Jacka Malczewskiego i jego mentorze Adolfie Dygasińskim. Albumowe wydanie rozeszło się błyskawicznie...
z ciekawym historycznie rodowodem. Wydałem książkę o młodzieńczych latach Jacka Malczewskiego i jego mentorze Adolfie Dygasińskim. Albumowe wydanie rozeszło się błyskawicznie...
Zabierałem się do
napisania powieści...To zabieranie się trwało zbyt długo. Nie mogłem się jednak
wycofać z postanowienia. Rozeszło się wśród przyjaciół i znajomych, że książka
będzie o ludziach z mojego środowiska, spodziewano się że sam autor, jako alter
ego bohatera da się lepiej poznać i ujawnić nawet sekrety alkowy...
Wiedziałem o czym
będzie powieść, znałem miejsce i czas akcji, bohaterowie pojawiali się w miarę
rozbudowywanej fabuły. Akcja rozgrywa się m. in. w Wiedniu. Przywołałem w
pamięci topografię naddunajskiej stolicy. Nie miałem z tym większych problemów.
Wiedeń i Lwów znam prawie jak moje rodzinne miasto. Jeśli ktoś chciałby
korzystając z moich opisów dotrzeć np. do grobu Gustawa Klimta, którego
twórczość przywołuje w powieści, nie
powinien mieć z tym problemów. Rzetelność przy opisie miasta, także zwyczajów i
innych faktów ujawnianych w beletrystyce ma dla mnie istotne znaczenie...
Nie lubię przelewać wymyślonych treści wprost
do komputera, tak jak wcześniej pomijałem w pierwszej kolejności maszynę do
pisania. Notatki prowadziłem na luźnych kartkach, z których później, po
korekcie własnej wpisywałam treści na stronie komputera. Plik docierał do
wydawcy na płycie CD.
Problem był z tytułem.
Wydawcy nie podobał się w pierwszej zaproponowanej przeze mnie wersji „Punkt
widzenia”. Nie zachęcał do czytania. Jednak ostateczna decyzja należała do
mnie. Zdecydowałem że książka będzie nosiła tytuł „Polowa mężczyzny”. Podczas
wielu spotkań autorskich pytano mnie najczęściej - czy Karol , bohater powieści ma coś z autora, albo o to o którą
połowę mężczyzny chodzi... Nie będę opowiadał treści. Są w niej watki
kryminalne i erotyczne. Doczekałem się wielu pochlebnych recenzji, otrzymuję je
nadal.
Wrócę
jeszcze do tzw. warsztatu. Kartki z rękopisami spaliłem, bo nie przypuszczam by
ktoś kiedyś chciał jeszcze po nie sięgnąć. Pozostał zapis w pliku i dobrze bo
nakład został prawie wyczerpany. Mam jeszcze kilka egzemplarzy i rozdaję je
przyjaciołom...
Pisałem „Połowe
mężczyzny” w ciszy domowego ogniska, nawet dosłownie bo przy kominku” Przy
kominku ogień płonie syczy sykiem smolnych szczap” (Starsi Panowie Dwaj). Wiem
że pisać można wszędzie i na czymkolwiek... Ze wspomnień Conrada „Opowiadano mi
że niektórzy piszą w wagonie i zapewne mogliby pisać siedząc ze skrzyżowanymi
nogami na sznurze od bielizny. Lecz muszę się zwierzyć, że mój sybarytyzm
pozwala mi pisać tylko wtedy, gdy mam przynajmniej coś w rodzaju krzesła.
Pisarz jest z natury stworzeniem gabinetowym...„
Pozdrawiam Cię życząc
nieustających sukcesów twórczych
Jerzy Karol

