sobota, 28 stycznia 2017

Jerzy pisze: 

Gdy zabierałem się do pisania powieści...
...Miałem już poza sobą kilka wydanych książek. Z tego co wiem, a właściwie, wiedziałem wtedy, trafiły w czytelnicze gusta „Powroty do Leśmiana”, to zbiór esejów nagradzanych corocznie podczas Dni Leśmianowskich w Iłży. Publikowałem też wiersze. Docenione. Główna nagroda w konkursie poetyckim „O dzban czarnoleskiego miodu” i statuetka Jana Kochanowskiego w 2002 roku w Czarnolasie....”Iłża zapamiętana”  była monografią miasta
z ciekawym historycznie rodowodem. Wydałem książkę o młodzieńczych latach Jacka Malczewskiego i jego mentorze Adolfie Dygasińskim. Albumowe wydanie rozeszło się błyskawicznie...
            Zabierałem się do napisania powieści...To zabieranie się trwało zbyt długo. Nie mogłem się jednak wycofać z postanowienia. Rozeszło się wśród przyjaciół i znajomych, że książka będzie o ludziach z mojego środowiska, spodziewano się że sam autor, jako alter ego bohatera da się lepiej poznać i ujawnić nawet sekrety alkowy...
            Wiedziałem o czym będzie powieść, znałem miejsce i czas akcji, bohaterowie pojawiali się w miarę rozbudowywanej fabuły. Akcja rozgrywa się m. in. w Wiedniu. Przywołałem w pamięci topografię naddunajskiej stolicy. Nie miałem z tym większych problemów. Wiedeń i Lwów znam prawie jak moje rodzinne miasto. Jeśli ktoś chciałby korzystając z moich opisów dotrzeć np. do grobu Gustawa Klimta, którego twórczość przywołuje w powieści,  nie powinien mieć z tym problemów. Rzetelność przy opisie miasta, także zwyczajów i innych faktów ujawnianych w beletrystyce ma dla mnie istotne znaczenie...
             Nie lubię przelewać wymyślonych treści wprost do komputera, tak jak wcześniej pomijałem w pierwszej kolejności maszynę do pisania. Notatki prowadziłem na luźnych kartkach, z których później, po korekcie własnej wpisywałam treści na stronie komputera. Plik docierał do wydawcy na płycie CD.
            Problem był z tytułem. Wydawcy nie podobał się w pierwszej zaproponowanej przeze mnie wersji „Punkt widzenia”. Nie zachęcał do czytania. Jednak ostateczna decyzja należała do mnie. Zdecydowałem że książka będzie nosiła tytuł „Polowa mężczyzny”. Podczas wielu spotkań autorskich pytano mnie najczęściej  - czy Karol , bohater powieści ma coś z autora, albo o to o którą połowę mężczyzny chodzi... Nie będę opowiadał treści. Są w niej watki kryminalne i erotyczne. Doczekałem się wielu pochlebnych recenzji, otrzymuję je nadal.
            Wrócę jeszcze do tzw. warsztatu. Kartki z rękopisami spaliłem, bo nie przypuszczam by ktoś kiedyś chciał jeszcze po nie sięgnąć. Pozostał zapis w pliku i dobrze bo nakład został prawie wyczerpany. Mam jeszcze kilka egzemplarzy i rozdaję je przyjaciołom...
            Pisałem „Połowe mężczyzny” w ciszy domowego ogniska, nawet dosłownie bo przy kominku” Przy kominku ogień płonie syczy sykiem smolnych szczap” (Starsi Panowie Dwaj). Wiem że pisać można wszędzie i na czymkolwiek... Ze wspomnień Conrada „Opowiadano mi że niektórzy piszą w wagonie i zapewne mogliby pisać siedząc ze skrzyżowanymi nogami na sznurze od bielizny. Lecz muszę się zwierzyć, że mój sybarytyzm pozwala mi pisać tylko wtedy, gdy mam przynajmniej coś w rodzaju krzesła. Pisarz jest z natury stworzeniem gabinetowym...„

Pozdrawiam Cię życząc nieustających sukcesów twórczych
Jerzy Karol



piątek, 6 stycznia 2017



Pisanie, pisanie, tajemnicze i rzemieślnicze zarazem, czasem pisanie pobudza do kreacji nowych "obszarów", a "pisani" bohaterowie przejmują nad nami kontrolę, pisanie wydaje mi się połączeniem zarówno kreatywności, wrażliwości jak również ogromnej konsekwencji samej czynności.
Opowiedz Jerzy o swoim pisaniu... jak powstawała Połowa mężczyzny?