środa, 16 listopada 2016


INTRO

Witam, a właściwie witamy na nowym blogu. Pomysł na pisanie wspólnego bloga zrodził się już dawno, ale brakowało "iskry". I nagle przyszła inspiracja w listopadzie i oto są PEJZAŻE ŻYCIA. Poznajmy Jerzego - współautora bloga.

Jerzy Madejski - wyjątkowy człowiek, niezwykle wielowymiarowy i barwny, twórczy, malujący rzeczywistość i utrwalający ją, co zobaczymy w jego artystycznym przesłaniu - na obrazach, fotografiach i kartach książek.



tak oto pisze o sobie, pisząc do mnie:
Czego nie potrafię...
        Pamiętasz nasze fascynacje Leśmianem. Słuchaliśmy strof „malinowego chruśniaku”, a wyobraźnia przywoływała ukwiecone łąki... Nie potrafię tak jak ty malować, delikatna kreską tworzyć kontury. Rysunek nawet najprostszy nie odda w moim wykonaniu istoty rzeczy. Chciałem, próbowałem, nie udało się. Dlatego podziwiam malujących artystów. Próbuje z różnym skutkiem fotografować to co widzę. Moje pejzaże zawędrowały na kilka wystaw. Najbardziej cenię sobie wernisaż we Lwowie. Pod arkadami na dziedzińcu Kamienicy Królewskiej, która graniczy z Muzeum Historycznym Miasta Lwowa. Pokazałem „Krajobrazy Mazowsza”. Występował zespół „Mazowsze”. ...
        Nie potrafię też grać na fortepianie. Uczyłem się grać na klarnecie, ale umiejętności poszły w niepamięć. Nikomu nie zaimponowałem, ale i żalu nie było , jak w poemacie sentymentalnym Juliana Tuwima
„ Na stacji Chandra Unyńska
Gdzieś w mordobijskim powiecie
Telegrafista Piotr Płaksin
Nie umiał grać na Klarnecie”

Słucham muzyki i przeżywam. Klasycznej muzyki, bo nie dziele jej na poważną i te inną, jaką dla przeciwagi nazwać by wypadało niepoważną....Słucham Gustawa Mahlera. Symfonie nr 2 i piątą, Beethovena Sonatę Księżycową, Lubię trzecią symfonię Beethovena , a przynajmniej niektóre jej części. Mahler jest mi najbliższy, tak jak Wiedeń, Klimt...Z Mahlerem nie wiem dlaczego kojarzę „Czarodziejska górę” Tomasza Manna. A może wiem.? Muzyka , malarstwo i literatura. Gdzieś to juz pisałem... Stoję przed obrazem „Pocałunek” Gustava Klimta w Wiedeńskim Belwederze i doznaje dziwnego uczucia. Zauroczenie „Pocałunkiem”, który zdaje się przemawiać do mnie treścią formą i kolorem, jest jakby przypomnieniem wcześniej przeżywanych uniesień. Słyszę nastrojową trzecią cześć pierwszej symfonii D-dur Mahlera, w której pobrzmiewają weselnymi akordami fragmenty jakiegoś żydowskiego tańca. To jest to. Przeżycia tak trwałe teraz ożywione obrazem wywołała poezja Bolesława Leśmiana. Fragmenty strof ze zbioru „Łąka” tak bardzo pasują do opowieści, jaką widzę w złoceniach farb, kwietnych dywanów i spełnienia dwojga ciał w miłosnym uścisku „jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę/ A ty goisz się we mnie niby lgnąca rana.  

 pracownia Klimta w Wiedniu

pejzaż "uchwycony" przez Jerzego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.